Turniej krykietowy w Siedliszczu

W niedzielę 15 maja 2016 w Siedliszczu odbył się turniej krykietowy, na który zaproszone zostały cztery zespoły: Kraków CC, Lublin CC, Warsaw Hussars CC, Warsaw Vagabonds CC. Format był dość nietypowy: drużyny sześcioosobowe i osiem serii. Ulewne deszcze dzień wcześniej zmusiły organizatorów do rozegrania turnieju semitwardymi piłkami plastikowymi bezpośrednio na murawie boiska piłkarskiego lokalnego gimnazjum. Reprezentacja WHCC na turniej wyglądała nastepująco: Pioter (c tj. kapitan), Jurand (wk tj. stróż), Ksiądz, Młody Staś, Prezes i Starszy Adaś. Szlachcianka Beata wystąpiła tym razem w roli psychologa sportowego.

Mecz vs WVCC zaczął się doskonale. Pierwsza piłka pierwszej serii: miotał Starszy Adaś, otwieracz Steve defensywnie zagrał piłkę na mid on, a jego partner od razu ruszył. Zanim Steve zebrał się w sobie to Młody Staś już dawno zebrał piłkę, podał ją do Adasia, który zakończył akcję. Iście braterski run out. Mecz niestety szybko stał się kontrowersyjny, kiedy to kapitan WVCC (Australijczyk z pochodzenia), miotając do Młodego Stasia, wyeliminował Juranda, tzn. przerwał akcję bowlingową i uderzył piłką w zestaw (retorycznie dodawszy jeszcze: ‘How is that?’), kiedy to Jurand już wyszedł za linię bazy. Takie zachowanie w świecie krykieta uchodzi za skrajnie niesportowe. W tym przypadku było też kompletnie niezgodne z przepisami. Sędzia nie widział jednak problemu. WHCC przegrało mecz różnicą 2 runów.

Następny mecz to już dość znacząca porażka z KCC, którzy grali jak z nut.  Tak Vijay (kapitan i otwieracz) jak i reszta zespołu wydawali się szybko przywyknąć do tych bardzo nietypowych warunków i po kilku niepewnych piłkach zaczęli uderzać sukcesywne czwórki i szóstki. Później w ataku także grali doskonale. WHCC nie poradziło sobie ani z wybornym miotaniem KCC, ani z kaprysami boiska. Tutaj także pojawił się pewien zgrzyt kiedy to jeden z zawodników KCC miotał do Młodego Stasia (chłopiec ma 12 lat), z takim samym impetem jak do dorosłego zawodnika. Ponowne było to zachowaniem niesportowym. Nawet interwencje Piotera nie pomogły. Mimo bojowej postawy top order WHCC mecz został przegrany różnicą 49 sprintów.

Trzeci mecz vs LCC, tj. z gopsodarzami, był jak pogoda tegoż maja: raz promienioste miotanie WHCC, które to eliminowało batsmanów LCC jeden po drugim, a następnie deszczowa seria szerokich piłek, które oddawały bezcenne punkty przeciwnikowi. Mimo doskonałej gry w polu i battingowej Częstochowy mecz został przegrany przez WHCC różnicą trzech (sic!) runów.

Nawiązując do tych dwóch niefortunnych incydentów należy przytoczyć punkt 42 z praw krykieta. Zapis 42.15 traktuje o sytuacji, kiedy to miotacz próbuje wyeliminować tzw. non strikera. Punkt 42.6 natomiast wyraźnie mówi, iż miotacz powinien zawsze mieć na uwadze umiejętności batsmana. Scenariusze, które miały miejsce w Siedliszczu dają wiele do myślenia. Czy zawodnicy, którzy rzekomo wychowali się na krykiecie  pamiętają jeszcze na czym polega etos tej gry (ang. spirit of the game), czy też kompletnie o tym zapomnieli, próbując wygrać każdy mecz; za wszelką cenę i bez względu na okoliczności?

Jerzy 'Jurand' Suchodolski

Jerzy.Suchodolski@gmail.com