The Ashes: 4. Test (26-30 grudnia 2017, Melbourne MCG)

Urna została odbita już w poprzednim meczu. Wydawałoby się więc, że Australia już dopięła swego. Przeciwnie. Przed czwartym Testem pojawiły się dyskusje nt. tzw. whitewash, czyli wygranej 5-0. Tym razem to Australia wygrała toss. Smith zapytany co wybiera z miną prymusa odpowiedział, że batting. Root tylko spojrzał w ziemię jak skazaniec. Komentatorzy zaczęli nawet spekulować, że Australia będzie musiała tylko raz fechtować. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Melbourne Cricket Ground (MCG) to potężny obiekt; 95 000 ludzi może zasiąść na trybynach. Drugiego Dnia Świąt pojawiło się circa 88 tysięcy miłośników krykieta, aczkolwiek większość z nich zbyt wiele nie widziała siedząc tak daleko od pola. Był to setny Test na tym stadionie. Na planszy był nawet meszek trawy, promień nadziei, że być może jednak angielski atak będzie w stanie coś zdziałać. Należy jednak pamiętać, ze pitch na MCG to tzw. wsad (drop in), który tylko tymczasowo umieszczany jest w środku boiska na którym zazwyczaj rozgrywane są mecze Australian rules football.

Zaczęli Warner i Bancroft. Warner bacznie obserwował jak będzie zachowywać się piłka na tej nowo zainstalowanej planszy przez pierwsze parę serii, a następnie przeszedł do ofensywy. Przyjmował szybkie piłki Andersona i Broada pewnie, wręcz nonszalancko. Biegał wszystko co możliwe, kręcił się jak w ukropie. Bancroft ledwo nadążał. Wydawało się, że Curran (debiutant, który zastąpił kontuzjowanego Overtona) w końcu go unieszkodliwił, ale okazało się, że niedoświadczony miotacz przekroczył linię. No ball. Warner dobrnął do setki. Curran dopiero dnia następnego zdobył swój pierwszy wiket. Usunął Smitha. Tym razem to australijski ogon zwinął się jak sprężyna. Drugiego dnia Australia straciła siedem wiketów za 67 ranów. Total to 327 po 119 seriach.

Cook i Stoneman wyszli na srodek MCG aby bronić angielskiej dumy. Musieli za wszelką cenę uniknąć następnej przegranej do zera. Stonemana (15) usunął Lyon już w 12 serii, Vince (17) jako numer trzy zabawił niecałą godzinę, został trafiony w padsy przez Hazelwooda. Cook grał spokojnie dalej. Chomikując punkty z jego wrodzoną ambiwalencją. Pod koniec drugiego dnia zdobył 100tkę wykorzystując wszystkie sześć piłek, które podał mu sam australisjki kapitan Smith. Trzeciego dnia Cook dotarł do podwójnej setki, która zdobył piękną, klayczną czwórka. Nie było hiperbolicznych okrzyków, podskoków etc. Cook tylko skromnie zdjął kask i uniósl kij w górę. Ten mecz należał do niego. Dograł do samego końca (ponad 10h battingu, 409 piłek, 27 czwórek) zdobywając 244 rany. Australia nie zdołała go wyeliminować. Dorobek Anglii: 491 (prowadzenie: 164).

Australia już pokornie pojawiła się na planszy czwartego dnia rano. Teraz to gospodarze musieli ratować Test. Czekało ich sześć sesji fechtunku, aby nie dać się wyeliminować i tym sposobem doprowadzić do remisu. Matka natura pomogła; rozpadał się deszcz i tego dnia rozegrano tylko 44 z 90 serii. Piątego dnia Warner grał uparcie i rozważnie, kij miał wielkości szpadla i uciułał 86 z 227 piłek. Tutaj nie chodziło jednak o punkty, ale o czas. Smith przejął pałeczkę i dograł do końca zdobywając następną setkę. Mecz został zakończony uściskiem dłoni kapitanów po południu piątego dnia. Remis. Nadal 3-0 dla Australii. Karta wyników.

Jerzy.Suchodolski@gmail.com