Podwórko zwane WorldT20

Czy jest ktoś, kto może pokonać Indie w nadchodzącym WorldT20 na ich własnym podwórku? Okazuje się, że chyba tak. Czyniąc długą historię krótką, a dwuwyrazową nazwę – jedno, Windies.

Słowo podwórko pasuje tutaj chyba idealnie. Kiedy wyobrażam sobie fundamenty indyjskiej potęgi krykietowej, widzę bose dzieciaki, grające czym się da między domami wielkich metropolii. Podwórkowy krykiet otwiera tam pewną całość, ale, biorąc pod uwagę tradycję i kulturę nacji południowoazjatyckich, stwarza też dodatkowe problemy. Dla miliarda grających i pasjonujących się grą fanów zwycięstwo swojej reprezentacji staje się rzeczą świętą. A w kwestii świętości nie można zostawiać nic przypadkowi.

W ten sposób główną taktyką „Niebieskich” stało się ostatnio przyjmowanie rywali na „perfekcyjnie” przygotowanych pitchach. To znaczy, że Ravi Ashwin jest w stanie wziąć tam nawet 10 wicketów w meczu i nikogo to nie zdziwi. Ravindra Jadeja będzie mu spokojnie dotrzymywał kroku, a i ewentualnie Yuvraj. Indie faworyzują swoich bowlerów, jak z resztą każda nacja testowa. W tym przypadku robi to taką różnicę, że sprawia, iż trudno szukać innych faworytów Mistrzostw Świata w Twenty20, które rozpoczną się tam w marcu.

Rzut oka na zapiski historyczne, wyjątkowo nieodległe, wystarcza by potwierdzić teorię gospodarzy-dominantów. Puchar Świata 2011 rozgrywany w Indiach, Sri Lance i Bangladeszu. Finał: Indie vs Sri Lanka. Puchar Świata 2015 rozgrywany w Australii i Nowej Zelandii. Finał: Australia vs Nowa Zelandia. To przeczucie, że Indie znajdą się w finale jest więc wytłumaczalne. I pewnie z resztą ten finał wygrają, chyba, że… zrobią to inne Indie – Zachodnie.

Drużyna West Indies daje ostatnio ciała w krykiecie testowym. W Pucharze Świata 2015 w meczach jednodniowych skompromitowali się. A przyczyną według wszelkich komentatorów i ekspertów jest fakt, że ich najlepsi zawodnicy zarzucili te dwie formy gry dla bardziej kasowej Twenty20. Pojawiają się więc na potęgę w komercyjnych ligach dookoła świata, uchodząc za gwiazdy najkrótszej formuły. A niedoświadczeni koledzy w reprezentacji nie dość, że nie są w stanie dotrzymać kroku rywalom, to dodatkowo zachowują się wręcz irytująco nonszalancko, stojąc z rękami w kieszeniach itp.

Skład na nadchodzący turniej WorldT20 wygląda jednak inaczej. Są w nim nazwiska niemal elektryzujące. Sammy, Badree, dwóch Bravo, Pollard, Simmons, Russell i Gayle – zebrało się towarzystwo solidnych strzałów za 6 i wicketów wyrywających stumsy z korzeniami. Biorąc pod uwagę poziom sportowy i formę tych graczy (chociażby z zakończonej niedawno BBL 05) muszą, po prostu muszą odnieść jakiś sukces. Pytanie pozostaje jedno – jak poradzą sobie z taką układanką indywidualności i czy będą potrafili zagrać solidnie, drużynowo, dla swojej kadry nardowej? Ja mam nadzieję, że tak. To by nam zagwarantowało rewelacyjną walkę o dominację na jednym z największych krykietowych podwórek świata. I wiele emocji.


Robert Grzędowski