Piękna twarz męskiego sportu

Sport u swych podstaw ma zakorzenioną walkę. Większość sportowców powie, że największą walkę stacza z samym sobą, wstając rano na trening, wykonując mordercze zestawy ćwiczeń i przestrzegając rygorystycznych zaleceń dietetyków. Ale żaden z nich nie zaprzeczy, że chodzi też o wynik, wygrywanie w sportowej rywalizacji według zasad ustalonych dla danego sportu. To właśnie te szczegóły, cyferki i setne sekundy, budują emocje u zawodników, które potem przekładają się na widzów. Co ciekawe, nie dotyczy to tylko sportu profesjonalnego. Kto kiedykolwiek był na meczu amatorskich lig w jakimkolwiek sporcie, wie, że chęć osiągnięcia sukcesu u amatorów jest taka sama jak u profesjonalistów. Jednak to u amatorów jest obecne to specyficzne podejście. Chęć czystej rywalizacji nieskażonej wielkimi kontraktami reklamowymi czy znajomościami w lokalnych związkach sportowych.

Jednak co ma zrobić sportowiec amator, który mimo bycia jednym z najlepszych na świecie w swojej dyscyplinie, nie jest w stanie żyć z tego w czym jest najlepszy? Odpowiedzi na to pytanie udzieli nam dziś gwiazda z Australii, która, stojąc na sportowym rozdrożu, wybrała ciężką krykietową ścieżkę kosztem tej piłkarskiej, o tyle łatwiejszej, że profesjonalnie opłacanej.

Ellyse Perry, wszechstronna zawodniczka i jedna z liderek australijskiej reprezentacji krykieta, na początku swojej kariery aktywnie grała zarówno w krykieta, jak i w piłkę nożną.  Rok 2010 zmusił ją do dokonania wyboru, gdyż terminy mistrzostw świata w krykiecie oraz mistrzostwa Azji w piłce nożnej pokrywały się. Na nasze szczęście wybrała ten pierwszy turniej i od pięciu lat raczy nas pełnym wachlarzem swoich umiejętności. Przez pierwsze lata krykietowej przygody nie mogła liczyć na luksus posiadania stałego kontraktu z australijską federacją. Zresztą żadna zawodniczka nie mogła na to liczyć – zawodowy krykiet kobiecy w Australii wtedy jeszcze nie istniał. Dopiero rok 2014 przyniósł zmiany i kobiety grające w krykieta na antypodach doczekały się czasów, kiedy na pytanie o swój zawód mogły z dumą odpowiedzieć: krykiecistka. Wdrożono kompleksowy plan treningowy dla wszystkich zawodniczek, gdyż był to jedyny sposób na to, żeby dogonić Angielki, które stały się w pełni zawodową drużyną kilka sezonów wcześniej. Jaka jest więc odpowiedź na zadane wcześniej pytanie? Być cierpliwym. Taka właśnie była dwudziestokilkuletnia Ellyse. Cierpliwa.

Sama Perry skorzystała na profesjonalizacji ogromnie. Rok 2014 należał do niej w formule testowej. Pod względem ilości zdobytych runów (102) oraz wykluczeń (9) nie miała sobie równych na antypodach. W sezonie 2015 w meczach  w formule 20/20 zdobyła więcej runów niż wielu bardzo utytułowanych krykiecistów. Zdobywając ich 164 zostawiła w tyle takie męskie gwiazdy jak AB de Viliers, Shahid Afridi, Rohit Sharma czy Eoin Morgan. Jednocześnie stała się najlepiej punktującą zawodniczką australijską tego roku w tej formule. W formule jednodniowej zabrakło jej tylko trzech runów, żeby być najlepszą. Śmiało więc można powiedzieć, że nadchodzący rok może należeć do niej. A może pójść z tą tezą dalej: może rok 2016 będzie rokiem tej piękniejszej odmiany krykieta?

Ale czy musimy czekać do przyszłego roku, aby emocjonować się kobiecym krykietem? Nie! Właśnie ruszyła pierwsza edycja Women’s Big Bash League. Najbardziej naszpikowanego gwiazdami  turnieju krykieta kobiecego. Przez kilka najbliższych tygodni na antypodach obejrzymy dużo dobrego krykieta. Równolegle do turnieju kobiet rusza też turniej mężczyzn, ale myślę, że warto rzucić okiem, a nawet zostać dłużej przy kobiecym turnieju. Przez to, że nie jest on jeszcze  tak popularny, ma w sobie ducha sportu amatorskiego, tego, o którym napisałem na początku. Choćby dlatego warto przy kobiecym krykiecie zatrzymać na dłużej.


Szymon Rokicki