Najważniejsze minuty lekcji

Kiedy szedł przez skąpany w słońcu park, dzwon w katedrze świętego Pawła zabił dziesięć razy. „Jestem spóźniony!” – powiedział pod nosem i przyspieszył kroku. Z pomiędzy żywopłotów widać było tylko gnającą na przełaj przez park czarną czuprynę niesfornych włosów. Wiedział, że nie może się spóźnić – pierwsze minuty lekcji są najważniejsze. Spojrzał na zegarek, żeby się upewnić. 10:02. Majaczące na horyzoncie masywne chmury zmusiły go do zejścia do metra, gdyż nie miał czasu na spacer. Jedna stacja… druga… trzecia… Baker Street! Wreszcie! Nie bacząc na napierający poranny tłum przeciskał się do wyjścia. Klarnet w futerale i plecak z nutami nie ułatwiał zadania. Kiedy wydostał się na powierzchnię wszystko stało się prostsze.  Wystarczyło iść za głosem żywo reagującego tłumu. Wybiegł zza zakrętu i jego oczom ukazał się on: Lord’s.

Już wiedział – udało się, zawodnicy kryli się jeszcze w pawilonie. Kapitanowi zerkali w niebo, sędziowie naradzali się, a tłum pokrzykiwał zniecierpliwiony. Kiedy zajął miejsce przy białym płocie Australijczycy stali już w polu. Brakowało tylko dwóch, ważnych dla trzynastoletniego Alastaira bohaterów. Butcher i Atherton wyszli raźnym krokiem. Białe stroje zawsze działały na jego wyobraźnie. Już od dziecka marzył o tym, żeby wyjść kiedyś tak jak oni, z kijem w ręku, i otworzyć trwające przez pięć dni widowisko.

Pierwsze overy meczu bardzo ostrożne. Wszyscy wiedzą, że Australijczycy mają zabójczą broń w postaci Glenna McGratha – bowlera, któremu historia uwije za kilka lat gniazdo w krykietowym hall of fame.

BANG po raz pierwszy! Boisko opuszcza Butcher, mając na koncie pięć runów.

BANG po raz drugi! Chwilę później dołącza do niego Atherton po zdobyciu tylko jednego runa.

BANG po raz trzeci! Stewart, który dopiero co wszedł, wraca do pawilonu.

Anglia 38/3 po 21 overach. Deszcz przerywa grę.

Emocje, które nakręcały tłum, opadły. Kilku starszych panów zaczęło opuszczać stadion. Czarne chmury zbierające się nad stadion dobrze obrazowały zbiorowy zawód, który przemknął po twarzach widzów. Ale nie po twarzy Alastaira – dla niego była to jedna z najważniejszych lekcji jakie odbył. A jak już sam wspomniał, pierwsze minuty lekcji są najważniejsze.

***

Alastair Cook. Jedna z ważniejszych postaci angielskiego krykieta ostatnich lat. Postać kontrowersyjna, szczególnie ze względu na jego wzloty i upadki jako kapitana narodowej reprezentacji. Swoje pierwsze powołanie na mecze przeciwko Australii dostał w wieku 19 lat. Na swoje pierwsze century w meczach The Ashes nie czekał długo. Potrzebował trzech meczy, aby postawić na swoim. Nie popełnił błędów Buthera, Athertona czy Stewarta i zdobywał 11 & 43, 27 & 9 i w końcu 15 & 116. Młody klarnecista odrobił lekcję i stał się dojrzałym batsmanem.

Jest pierwszym Anglikiem, który zdobył ponad 1000 runów w swoim debiutanckim roku w reprezentacji.

Nie było zawodnika w historii angielskiego krykieta, który byłby młodszy od Cooka w momencie przekraczania granicy 1500, 2000, 3000, 4000, 5000, 7000, 9000 runów w meczach międzynarodowych.

Pomimo, że zdobywał najważniejsze nagrody w krykietowym świecie (ICC Test Player of The Year 2011 – odpowiednik Złotej Piłki) ma zarówno tak dużo zwolenników jak i przeciwników. Jego kariera to sinusoida formy, w której raz jest gloryfikowany, a innym razem mieszany z błotem. Najcięższy okres przechodził po The Ashes 2013/14, kiedy to Anglicy sromotnie przegrali serię meczów testowych 0-5, a sam Cook zdobył tylko 246 runów w 5 meczach. Słabo jak na zawodnika, na którego barki kładzie się odpowiedzialność za zdobywanie dużej ilości punktów, a jeszcze słabiej jeśli przypomnimy, że jako kapitan powinien być przykładem dla pozostałych. Były nawet głosy, że jego czas w reprezentacji się skończył zarówno jako kapitana, jak i batsmana. Po wspomnianej serii zwolniony został trener Andy Fowler, ale Cook jako kapitan pozostał. Przy wsparciu English Cricket Board zaczął odbudowywać formę oraz zaufanie. Głównie opinii publicznej.

Pierwszym krokiem do tego było wyszarpanie zwycięstwa w The Ashes 2015 (3-2) po najbardziej emocjonującej serii od lat. Sam Cook jednak nie zachwycił, bo zdobył (ponownie!) tylko 246 runów. Aktualnie Cook przebywa wraz z zespołem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie rozgrywa serię przeciwko Pakistanowi. W trzech meczach testowych zdobył 431 runów, co daje imponującą średnią 86,2 runa na innings (w jednym z inningsów nie odbijał). Pomimo tak dużego wkładu punktowego, jego drużyna ponownie przegrała serię. Tym razem 0-2.

Alastair Cook przebudził się jako kapitan na wyspach, oraz jako batsman poza granicami wysp brytyjskich. Pytanie: kiedy będzie umiał połączyć jedno z drugim? A może najzwyczajniej w świecie spóźnił się na pierwszą lekcję bycia batsmanem i kapitanem jednocześnie? A jak wiemy – pierwsze minuty lekcji są najważniejsze.

Szymon Rokicki