Jak Sydney Thunder grzmotnęli o ziemię

Zeszłoroczni mistrzowie dziś są czerwoną latarnią Big Bash League. Drużyna Thunder przegrywa mecz za meczem i to w sposób, który zielonej części Sydney zapewnił głęboką depresję.

W otwierających sezon derbach z Sixersami przegrali różnicą dziewięciu wykluczeń, z Melbourne Renegades różnicą 49 punktów, z Brisbane Heat – trzech wykluczeń i z Perth Scorchers – 50 punktów. Tylko w meczu z Brisbane stoczyli wyrównaną walkę, zakończoną w czwartej piłce ostatniej serii. Generalnie – masakra. Tylko dlaczego tak jest?

Odpowiedź wydaje się prosta. Słaby batting line-up. W porównaniu z poprzednim sezonem to jest po prostu przepaść. Byli Usman Khawaja i Mike Hussey (razem 651 punktów w sezonie), są batsmani tak „mocni”, że punkty musi za nich zdobywać miotacz, Pat Cummins (111 punktów w czterech meczach).

No i praktycznie brakuje jeszcze jednej gwiazdy zeszłego roku. Praktycznie, bo teoretycznie pałęta się gdzieś po boisku, ale gra tragicznie słabo. Mowa o Andre Russellu. „Dre Russ” był w ostatnim czasie najbardziej przebojowym zawodnikiem Twenty20 na świecie. Teraz wchodzi z kijem po to, by przyjąć mniej niż 10 piłek i zejść wyłapanym po idiotycznym strzale prosto w niebo. Miota nieciekawie, a na fieldzie „popisuje się” klopsami wszechczasów.

Gdybym był kibicem Sydney Thunder zapadłbym się pod ziemię i wyszedł na powierzchnię mniej więcej w listopadzie. Fani ze Spotless Stadium muszą jednak wytrwale wspierać swoją drużynę. W końcu to obrońcy tytułu, a do końca sezonu zasadniczego jeszcze kilka spotkań do rozegrania.

I choć mistrzami BBL06 „Grzmoty” nie zostaną, to pozostała im walka o wyjście z twarzą. Oby jednak nie była to twarz Andre Russella po kolejnym upuszczonym wyłapaniu…

Robert Grzędowski